Obstawa medyczna turniej halowej piłki nożnej Kobyłka 2005-12-(27-29) [25 pkt.] - Harcerska Grupa Ratowniczo-Medyczna PIASECZNO
Aby zobaczyć tutaj obiekt pobierz plug-in wyświetlający animację FLASH
Start
O Nas
Kalendarium
Galeria
Wyszukiwanie
Kontakt
Oferta
Obstawa medyczna turniej halowej piłki nożnej Kobyłka 2005-12-(27-29) [25 pkt.]
27 Gru 2005, 01:00
Opowiem wam trochę o najkrwawszej obstawie, w której miałem zaszczyt brać udział. Była to obstawa w Kobyłce meczów halowej piłki nożnej. Gdy dojechaliśmy na miejsce w składzie niepełnym czyli ja, Asia Kaczor i Jarek od razu wzięliśmy się do roboty. Weszliśmy na salę gdzie odbywały się mecze i usiedliśmy na trybunach. Wzbudziliśmy pewien podziw, ale jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Nie musieliśmy długo czekać na pierwsze ofiary tych rozgrywek i już po około 2 godzinach nakleiliśmy pierwszy plasterek na ranę piłkarza, który brał udział w tych meczach. Trzeba dodać, że w meczach brały udział dzieci i młodzież z różnych grup wiekowych grali tam również nauczyciele z tej szkoły. Był tam między innymi psycholog, W-F-ista był tam również ksiądz. Ale powróćmy do obstawy, która skończyła się koło godziny 21:00. Około godziny 22:30 dojechały do naszego miejsca zakwaterowania, czyli do harcówki zuchowej Cze-Ne-Ki, kolejne ratowniczki czyli Ruda i Duda. Następnego dnia mecze zaczęły się o godzinie 9:00 i musieliśmy być na miejscu o czasie, ponieważ organizatorzy ostrzegli nas, że w ten właśnie dzień czyli w sobotę grają najstarsze ekipy, z Wołomina, Kobyłki, Zielonki oczywiście z Warszawy. Zajęliśmy swoje miejsce na trybunach i w holu szkoły i zaczęło się namiętne oglądanie meczy. A trzeba dodać, że było ich wszystkich ponad 200. Na początku jak na większości obstaw nic się nie działo, ale to była cisza przed burzą. Po jakimś czasie były pierwsze ofiary z obtarciami, skaleczeniami, były także krwotoki z nosów i złamana ręka. Co do złamanej ręki miał ją bramkarz, który chciał obronić bramkę, ale niestety gdy się rzucił do obrony trafił tak niefartownie w słupek własnej bramki ręką, że ją złamał. Bramkarz był jednak twardy i grał dalej. Tak toczyły się kolejne mecze z większymi lub mniejszymi skaleczeniami i obtarciami piłkarzy. Mecze tego dnia trwały do godziny 20:00. Około 21:00 byliśmy w harcówce czyli na miejscu naszego noclegu. W niedzielę był ostatni dzień tych zawodów. Także zjawiliśmy się punktualnie i zajęliśmy miejsce na trybunach. Organizatorzy przestrzegli nas i tym razem, że mogą być małe „rozróby” tak jak zdarzało się to w latach ubiegłych, a że był to dzień, w którym odbywały się finały spodziewaliśmy się tego. Na szczęście nic poważnego się nie działo, oprócz oczywiście skaleczeń zadrapań i krwotoków z nosa. Mecze rozgrywały się w spokojnej i miłej atmosferze. Całe zawody zakończyły się około godziny 16:00 po czym zostały rozdane puchary, nagrody i upominki od organizatorów i władz Kobyłki. Około godziny 21:00 wróciliśmy do Warszawy. I tak zakończyła się jedna z najkrwawszych obstaw, w której brałem udział.